W UPOJENIU
"To trzydzieści sekund najpiękniejszej muzyki jaką
słyszałem od wielu, wielu miesięcy" - tymi słowami
zareagował na fragment nowej piosenki Anny Marii Jopek
czternastokrotny laureat nagrody Grammy, doktor honoris
causa wielu uczelni, innowator, kompozytor, gitarzysta.
Jeden z najważniejszych artystów naszych czasów - Pat
Metheny.
"Pat jest jakby współczesnym wcieleniem
Mozarta" - rewanżuje się AMJ. "Niezwykłym
łącznikiem między tym, co w muzyce najbardziej
wyrafinowane, twórcze, odważne - tym, co komunikatywne,
przejrzyste, po prostu piękne."
O współpracy obojga muzyków mówiło się już od półtora
roku, kiedy po raz pierwszy spotkali się na festiwalu w
norweskim Molde. Szef repertuarowy polskiej filii Warner
Brothers, Jacek Żurawski urzeczywistnił marzenie, o
którym AMJ i jej partner w życiu i muzyce - Marcin
Kydryński myśleli przez kilkanaście lat.

PM & AMJ
słuchają pierwszej wersji utworu Biel
"Jeszcze w 1998 roku, kiedy kończyłem współpracę z
Jazz Jamboree" - wspomina Marcin Kydryński,
producent nowego projektu - "wysłałem propozycję
wspólnego nagrania Ani z Patem do jego agentów. Po kilku
tygodniach otrzymałem uprzejmą odmowę. Cała ta historia
uczy nas, że trzeba marzyć, że nie wolno się poddać ani
na chwilę."
W Molde Żurawski, wijąc się w gąszczu telefonicznych
rozmów z agentami z Bostonu, Los Angeles i Warszawy
przedstawił Patowi ofertę współpracy.
"Chętnie, świetna myśl. Uwielbiam polską
publiczność. To specjalne miejsce, odkąd przyjechałem
tam po raz pierwszy w 1985 roku. Znam z klubów polskich
muzyków. Płyty 'Any' są znakomite. Zróbmy to. Tylko
kiedy?" - zastanawiał się Pat Metheny po wysłuchaniu
albumu AMJ Barefoot, na chwilę przed premierą
własnej płyty Speaking of Now i trasą koncertową
po całym świecie.
Przygotowania organizacyjne i prawne trwały ponad
rok. Koncerty Pat Metheny Group w maju w Polsce stały
się kolejną szansą do spotkań i dyskusji. Wtedy też to
właśnie AMJ wręczyła Patowi Platynową Płytę za sprzedaż
Speaking of Now. W środowisku pogłoski o
niezwykłym nagraniu gęstniały z dnia na dzień.
 Zabawne harmonie
Cichego zmroku
W radiowej Trójce Pat powiedział wówczas po
raz pierwszy o prawdopodobnym projekcie "with a Polish
connection". Powiedział, pojechał a pracę kontynuowano
dzień i noc, ze względu na różnicę czasu między biurem
Pata a warszawskim Warnerem. Daty zmieniały się,
rezerwacje biletów lotniczych czyniono i odwoływano.
W tym czasie AMJ i Marcin Kydryński pracowali już nad
samą muzyką. Zaprosili aranżerów, z którymi pracowali
przy poprzednich projektach: Mateusza i Marcina
Pospieszalskich, pianistę z zespołu AMJ Pawła "Bzima"
Zareckiego. Zaczęli w studiu Bzima "Pueblo People"
przygotowywać szkice. Komponowali nową muzykę. Namówili
poetów, swoich stałych współpracowników jeszcze z czasów
"Ale Jestem": Magdę Czapińską i Andrzeja
Poniedzielskiego do napisania tekstów do muzyki Pata
Metheny. Telefon do Leszka Możdżera, drugi do Darka
Oleszkiewicza w Los Angeles: "Gramy z Patem!" -
"jesteśmy!" - odpowiedzieli natychmiast. Skład
podstawowy uzupełnił niebawem i Cezary Konrad,
perkusista z którym AMJ nie rozstaje się od dnia swych
pierwszych nagrań w 1996 roku.
Przez cały ten czas Marcin Kydryński wymieniał maile
z Patem Metheny. - "Dyskutowaliśmy sam pomysł, wybór
utworów, ewentualne zmiany tonacji, dobór gitar...to
było niebywałe. Pat od 1983 roku, od utworu "Lonely
Woman" na płycie "Rejoicing" był moim największym
mistrzem, muzycznym bogiem. W liceum jeszcze
przytulaliśmy się do naszych pierwszych narzeczonych w
rytm muzyki z filmu "Falcon and the Snowman".
Spotykaliśmy się każdej środy, by w radiowej Dwójce
posłuchać audycji Tomasza Szachowskiego, który
prezentował dyskografię Pata...aż tu nagle! Do czego to
w życiu dochodzi!"
 Trzecia nad ranem.
Kwestia czasu w Are you going with
me
Pomysł na płytę był prosty: Anna Maria Jopek i
najwybitniejsi polscy muzycy składają hołd muzyce Pata
Metheny. W połowie są to jego kompozycje z powstałymi do
nich polskimi tekstami. W części utwory napisane
specjalnie na tę płytę, inspirowane twórczością Pata. Do
tego klasyki polskiej muzyki filmowej, fragmenty sztuki
ludowej. W połowie przygotowane wcześniej, w połowie
współtworzone przez samego mistrza na żywo w studiu, w
jego języku harmonicznym, w tempach przez niego
wybranych, w formach jego zdaniem najwłaściwszych.
Realizuje Tadeusz Mieczkowski. Ukochany realizator
Marcina jeszcze z czasów "More Love" Henryka
Miśkiewicza. Z Anią pracował od "Szeptem". Ten sam o
którym światowa prasa pisała po premierze "Barefoot":
"Już samo brzmienie tej niezwykłej płyty stawia ją w
jednym rzędzie z najlepszymi."
 Tadeusz Mieczkowski
i PM
Pat Metheny ląduje na Okęciu przed 10 rano, w
poniedziałek, 7 października. Wraz z nim Carolyn Chrzan,
która od czasów płyty "First Circle" jest jego osobistą
asystentką, technikiem gitarowym, przyjacielem, a czasem
nawet opiekunką jego dzieci. Pat przywozi osiem gitar, w
niewyobrażalnie zniszczonych futerałach, oblepionych
symbolami najbardziej egzotycznych linii lotniczych
świata. Bezcenne dzieła lutnicze autorstwa Lindy Manzer
z Toronto nie mają łatwego życia. Tylko słynna 42
strunowa pikasso śpi w metalowym futerale. Pozostałe,
kiedy już dojeżdżają do studia, walają się po kątach jak
przypadkowe kawałki drewna. Odrapane, popękane,
zmęczone. "Nie znoszę wypieszczonych, nowych, czystych
gitar..." - powie potem Pat podczas sesji. Jedzie do
hotelu Sheraton, gdzie śpi dwie godziny, by natychmiast
stawić się w studiach na Woronicza na pierwsze wywiady,
zapowiadające projekt. Do S4, gdzie mają odbyć się
nagrania, wchodzi około 17.00, by właściwie nie opuścić
go aż do sobotniego popołudnia.
 Caroline Chrzan
stroi pikasso
"I assure you, it's gonna be JUST FINE."
zapewnia Pat Marcina, który jest wyraźnie w stanie
przedzawałowym. Zbierają się przy fortepianie, gdzie
Leszek Możdżer przegrywa kolejno nowe, nieznane Patowi
piosenki.
"Great, beautiful harmonies, this is nice, yes,
cool" - komentuje Pat, częściowo by dodać otuchy
lekko spiętym muzykom, ale przede wszystkim z
autentycznego entuzjazmu. Powie kilka dni później:
"Nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką atencją
wobec tej niewielkiej niszy, jaką zajmuje moja muzyka.
Przygotowanie projektu było tak drobiazgowe, czułe, z
taką dbałością o detal, że prawdę mówiąc - to jeden z
najpiękniejszych komplementów, jakich doświadczyłem w
życiu."
Nagrania na żywo zajmują niespełna trzy dni. W tym
czasie Pat podchodzi kolejno do każdego utworu,
dyskutuje z Marcinem dobór instrumentów, omawia z Anią
formę, umiejscawia partię solową. - Znakomicie rozumie
się z Leszkiem, Darkiem i Cezarym. Nie używa żadnych
wzmacniaczy. Wszystkie jego gitary dają sygnał
bezpośredni wprost w konsoletę. Niektóre mają wbudowane
mikrofony. Innym Tadeusz dostawia własne mikrofony
stacjonarne, ale 80% brzmienia to linia. Audiofile
zakochani w "Beyond the Missouri Sky" złapaliby się za
głowę.
Nagrywają z reguły dwa lub trzy razy każdą piosenkę.
Następnie Pat przygotowuje sobie całą formę utworu na
kartkach papieru, dzieli je na trzy części i kolejne
notuje uwagi i każdym fragmencie każdej wersji. Czasami
montuje ostatecznego "mastera" z kilku wersji, czasem
decyduje się na jedną, która ma najlepszą energię. I
wówczas, kiedy wszyscy myślą, że oto nastąpił szczęśliwy
koniec, faktycznie praca dopiero się zaczyna. Każda nuta
musi być na właściwym miejscu, poparta myślą. Żadnego
ślizgania się po powierzchni, tylko esencja.
W "So May It Secretly Begin" Pat gra pasaż tak
szybki, że "Taniec z Szablami" wydawałby się largo.
"Ted, zmienię tu tę jedną nutę, tu tę frazę, te dwie
nuty obniż mi o cały ton, tę o półton i przesuń o
dwadzieścia pięć milisekund do przodu...tylko wtedy ta
fraza ma sens w tej harmonii"
 Kącik Pata. Od
lewej: syntezator gitarowy Roland, Manzer Classical,
Manzer Steel, Manzer Soprano, Ibanez Pat Metheny
Protype.
Słuchając wersji "Another Life" Pat w kulminacji aż
podskakuje na fotelu: "kto tu zagrał As? - pyta już bez
uśmiechu a dreszcz grozy przebiega wszystkim po plecach.
Pat w gęstwinie ścieżek komputerowych odnajduje tę jedną
jego zdaniem niepotrzebną nutę. Tadeusz Mieczkowski
przeciera oczy a przede wszystkim uszy ze zdumienia:
NIGDY nie spotkałem takiego geniusza, który jednocześnie
byłby TAK PRACOWITY, gdzie każde bezsprzeczne
osiągnięcie w muzyce byłoby poparte nie tylko
fenomenalnym talentem, ale też TAKĄ świadomością, TAKĄ
pracą."
Pierwszego dnia, gdy Pat jest otumaniony jetlagiem
(trzy dni wcześniej grał w Taipei, potem był w Nowym
Jorku), nagrania trwają do trzeciej nad ranem. Każdego
następnego dnia do czwartej i dłużej.
"Kiedy myśleliśmy, że widzieliśmy już
wszystko" - mówi AMJ - "Pat zagrał przepiękne
solo na Rolandzie, dramatyczne, porywające. ' To
nienajgorsze' podsumował wychodząc ze swojej norki, więc
byłam pewna, że moje ukochane solo zostanie. Wtedy Pat
spytał się Leszka: ' ty chyba niezły jesteś w szybkiej
transkrypcji. Bądź tak kochany i spisz mi to całe solo'.
Dla Leszka było to prawdziwe wyzwanie. Pat potem grał
niektóre fragmenty od nowa, odrobinę inaczej frazując,
prowadząc do niezauważalnie odmiennych kulminacji...w
życiu nawet nie słyszeliśmy o takiej pracy!"
"Wygłodniali, zmęczeni, śpiący ale szczęśliwi,
czwartego dnia, po piętnastu godzinach nagrań marzyliśmy
o żurku z jajkiem. - wspomina Tadeusz
Mieczkowski. - Kto spyta Pata? Chyba Marcin się
ostatecznie odważył. -Idźcie, jedzcie, - mówi Pat - "ja
w tym czasie trochę poćwiczę."
"Muszę przyznać, że kiedy Pat grał moją muzykę -
popłakałem się nad konsoletą w reżyserce - mówi
Marcin Kydryński. Nigdy nie sądziłem, że dożyję
takiego dnia."
Marcin napisał na ten projekt kilka piosenek, z
których wraz z Anią wybrali dwie. Są też dwa utwory
samej AMJ: "Niejako naturalnym wyborem było
"Upojenie", oryginalnie inspirowane utworem Pata i
Lyle'a Maysa "Au Lait" z płyty "Offramp". I napisałam
jeszcze taką ludową piosenkę z dziwnym, nieregularnym
bridgem, którą wyrzuciłam, mówiąc, że to gniot. Marcin
jednak lubił ją od razu i wyciągnął z kosza. Tak, na tym
głównie polega jego produkowanie płyty, na szperaniu w
koszu!"
 MK gra Piosenkę
dla Stasia na Soprano
"Pat słuchał tej piosenki z zamkniętymi oczami i
przy każdym zaskakującym zwrocie melodycznym: ' że
kochasz...' , 'zamarzniesz...', ' zapłacze... 'czy 'już
nie przyśnisz mu się wcale..." uśmiechał się i jakby z
niedowierzaniem kiwał głową. - Wspomina Marcin.
To o drugiej części tej właśnie piosenki Pat
powiedział, że nie może się z niej otrząsnąć, że to
najpiękniejsza muzyka, jaką słyszał od dawna."
"To co kocham w tym niezwykłym utworze to jego
oryginalność, jego nieregularność, nieprzewidywalność -
mówi Pat Metheny w prywatnej rozmowie. "Ania jest
cudownie oryginalna, jak na przykład Bjork. Tylko że do
tego Ania jest jeszcze tak kompletnym muzykiem."
Jasnosłyszenie. Nienasycenie. Upojenie. Trzy tytuły
płyt. Trzy etapy w muzyce AMJ. Ufność, otwartość na
dźwięk, zachłanność, niespełnienie... aż wreszcie,
upojenie. Najwyższy wymiar muzycznego szczęścia.
Spełnienie. Najsilniejsza przyjemność, jaką, jak pisał
Miles Davis, można przeżyć w ubraniu... "Upojenie".
Słynna, intymna bossa nova, którą AMJ napisała przed
niespełna dwoma laty na płytę Michała Żebrowskiego, do
poezji Stanisława Grochowiaka. Kto wie, czy nie jeden z
najpiękniejszych erotyków w historii polskiej piosenki.
Dziś uzyskuje nową jakość w spotkaniu z jednym z
największych muzyków improwizujących naszych
czasów.
 AMJ gra dla Pata
Czarne słowa
Projekt plastyczny Marcin powierzył tym razem
Piotrowi Dumale: "To wielki zaszczyt, przejmująca
chwila móc poznać tego fenomenalnego twórcę, pracować z
nim w jego studio, szukać kadrów, dyskutować projekt
okładki - mówi Marcin. Oboje z Anią uwielbialiśmy
jego genialne animowane filmy: Kafkę, Zbrodnię i Karę...
Co za honor, że Piotr Dumała, obecnie profesor na
uniwersytecie Harvarda, zgodził się pochylić na chwilę "
nad naszą muzyką..."
Pat Metheny wyjeżdżając, zgodził się jeszcze na kilka
zdań dla prasy. "Czy ta płyta, Pańskim zdaniem pomoże
Ani w karierze zagranicą?" - takie pytanie padło
podczas pierwszego wspólnego spotkania z dziennikarzami.
Metheny odpowiedział: "Ani zależy na samej muzyce. Ja
to słyszę, ja to czuję. Tu jesteśmy podobni. Dlatego
właśnie z nią zdecydowałem się po raz pierwszy w życiu
na takie przedsięwzięcie. Ona i ja - niech mi Państwo
wierzą - staramy się po prostu dobrze brzmieć. Szukać
muzyki. Reszta jest w waszych rękach."
"To spotkanie jest moim największym spełnieniem -
mówi AMJ. Co to znaczy: 'kariera'? Co to znaczy :
'sukces'? Ja nie jestem nawet w stanie pomyśleć o
większym szczęściu, o silniejszym potwierdzeniu racji
mojego istnienia w muzyce. Dla jednych będzie to szał
nastolatek w Madison Square Garden. Dla innych: sto
milionów sprzedanych egzemplarzy muzyki tanecznej w
byłych republikach Związku Radzieckiego. Dla mnie -
wspólny projekt z Patem Metheny. To nagranie nie jest
środkiem do celu. jest celem. Jest ostatecznym
upojeniem."
"Jeśli cokolwiek mnie martwi - dodaje Marcin
Kydryński - to komentarze, jakoby była to najdroższa
płyta w polskiej fonografii. Najdroższa mojemu sercu -
owszem, tak. W jakimkolwiek innym sensie jest to po
pierwsze informacja odległa od prawdy. A po drugie,
najistotniejsze, że chodzi nam całkiem o co innego. O
wagę przedsięwzięcia, o emocję muzyki, o przeżycie,
które dla polskich artystów zaangażowanych w projekt
jest, nie zawaham się powiedzieć - pokoleniowe. Mam
nadzieję, że ta muzyka spodoba się wrażliwym słuchaczom,
ale jeśli nie, to ważne, aby pamiętali, że nie podoba im
się za znacznie mniejsze pieniądze, niż otrzymał każdy z
naszych piłkarzy za swoją postawę na ostatnich
mistrzostwach świata. Czy to może jakoś przemówi do tych
dziennikarzy, którzy każdy dźwięk chętnie przeliczą na
gotówkę?"
 Praca nad środkową
częścią Czarnych słów
"To wszystko razem jest bez znaczenia. Jestem
najszczęśliwszą osobą na świecie" - podsumowuje Anna
Maria Jopek.
"Do zobaczenia 9 grudnia na koncercie" - żegna
się Pat. Odlatuje do Nowego Jorku na serię koncertów w
hołdzie dla Roya Haynesa, w Lincoln Center. Chwilę potem
zaczyna kolejną "nogę" światowej trasy S.O.N - tym razem
znów po Ameryce Północnej.
"I'll be right back" - uśmiecha się tym swoim
cudownym uśmiechem disneyowskiego bobra i znika za
stanowiskami odprawy paszportowej.
Anna, Marcin i Tadeusz wracają do studia.
My czekamy na muzykę.
|